środa, 26 grudnia 2007

day AFTER day

I już po świętach, jak zawsze to samo, te święta tez nie były idealne :( niestety, do tego wszystkiego sylwester maluje mi sie w odcieniach szarości nie zabawy i kolorowych fajerwerków jak innym. Teraz już wiem, że zostałem zesłany na ten świat po to aby wypełnić zadanie, lecz droga do tego nie jest łatwa, nie stać mnie na wyrzeczenia lecz z drugiej strony nie mam co stracić, bo cóż może mieć wartość skoro nie ma sie osoby z którą można by to dzielić?? Wielkie umysły zastanawiały sie nad tym jak coś sie dzieje, ale nikt do końca nie zbadał człowieka. Jak można badać coś jeżeli nie zna się siebie samego?? Trudno mi się pisze, bo to co chce przekazać trudno ubrać w słowa. Pewnie każdy tak ma. Świat jest dla mnie w dwóch kolorach, czarnym i białym, nie ma nic pomiędzy, wszystko inne to kontrasty dobra i zła. Ciekawe po co człowiekowi umysł skoro i tak wykorzystuje jego marny procent?? Jak ja chciałbym być nieświdomym niczego jak małe dziecko



What have bring me down here
I don't know
but I've got to find the way out
from this trap which I've been cought
so many years in past.

I need someone to hold me,
I need someone to hold me and kiss me,
but there is only pain, pain pain!!!! WHY, WHY ME?!

Am I the only one who must suffer for all the time
when I woke up morning, I'm lying alone whit noone else.
This is must be my punishment for life which I've never had.

It is like a story which never has end
because I'm the one
who's eyes are opened.

I'VE GOT TO FIGHT FOR ALL

piątek, 14 grudnia 2007

SiWo




Znowu minął tydzień, tym razem pełen pracy i zajęć związanych ze szkołą. Już tylko 7 dni i będzie przerwa świąteczna, osobiście nie lubię świąt, ale co poradzić raz do roku są. Jedyna dobra strona tego wszystkiego to nie ucieczka od szkoły lecz lecz czas jaki spędzimy z bliskimi, rodziną, ukochanymi i przyjaciółmi. Szczególna atmosfera i to poczucie wolności dodaje nam skrzydeł.

Święta białym puchem sypią,
sówki swoim oczkiem łypią,
a ja w biel wpatrzony
stoję zatrwożony.
Stoję sam na wietrze,
na śnieżnej wichurze,
a płatki lecą to ku dołowi, to ku górze.
Samotność ściska mi skronie,
w samotności miłość tonie.
Ale co tak, komu to
w życiu istnieje nie tylko zło.
Co dobrego już zrobiłem,
komu, czemu, kiedy, jak zawiniłem?
Trudny to konsensus do rozprawy,
z jakiej cierpię teraz sprawy?
Pozostaje tylko uśmiech na twarz założyć,
parę latek jeszcze pożyć.
Choć samemu na tym świecie
można czuć się jak bez matki dziecie.
Komu szczęście temu szczęście
a mnie wiatr na nieszczęście,
pcha mój żagiel wraz ze statkiem
męczy mnie niedostatkiem.
W środku pusty,
próżny z wierzchu.
Koniec ze mną już po zmierzchu.


I tak właśnie życie mija,
plącze sie w nogach jak jadowita żmija,
co jadem pluje na lewo i prawo
Ty się nie martw to nie ty jesteś strawą.